Trzy teksty o Krymie i Putinie

ePub czas dodania: 2014:03:05 19:30 komentarzy 0
W informacyjnym chaosie ostatnich dni wyróżniają się trzy teksty. Dwa ukazały się wczoraj, a jeden dzisiaj. Pozwalają one, moim zdaniem, lepiej zrozumieć obecną sytuację na Krymie i wokół niego, oraz odpowiedzieć na pytanie: czy Putin odniósł sukces?

  W informacyjnym chaosie ostatnich dni wyróżniają się trzy teksty.  Dwa ukazały się wczoraj, a jeden dzisiaj.  Pozwalają one, moim zdaniem, lepiej zrozumieć obecną sytuację na Krymie i wokół niego, oraz odpowiedzieć na pytanie: czy Putin odniósł sukces?


  Pierwszy z tych artykułów ukazał się wczoraj /4.03/ w portalu Wyborcza.pl  /TUTAJ/.  Nosi on tytuł "Nie ma prądu, gazu, nawet wody. Krym uzalezniony od ukraińskiej pępowiny".  Wacław Radziwinowicz pisze:

  "Półwysep niczym pępowiną jest związany z ukraińskim lądem szerokim na zaledwie 7 km Przesmykiem Perekopskim. Tędy przejeżdża i przepływa prawie wszystko, co utrzymuje przy życiu gospodarkę i ok. 2 mln mieszkańców Krymu.

To przede wszystkim Kanał Północno-Krymski, którym od Kachowskiego Zbiornika Retencyjnego na Dnieprze płynie do oddalonego o 403 km Kerczu woda pitna dla tego miasta, a także dla Symferopola, Sewastopola i innych miejscowości.".

  Przez ten przesmyk przechodzi 3/4 wody potrzebnej na Krymie, cały gaz, a także 4/5 energii elektrycznej.  Wśród Ukraińców powstała koncepcja "wyłączenia Krymu" poprzez odcięcie tych dostaw, nie chcą oni jednak obecnie zaostrzać konfliktu z Rosją.

  O tym, dlaczego Ukraina gra na zwłokę, dowiadujemy się z dzisiejszej rozmowy z byłym analitykiem Agencji Wywiadu,  Robertem Chedą, opublikowanej dziś w portalu Wp.pl  /TUTAJ/.  Mówi on:

  " Czy w Pana opinii Rosjanie przewidzieli bierną postawę ukraińskiej armii na Krymie, ponieważ było to dokładnie rozpoznane, czy zaryzykowali otwarty konflikt zbrojny według scenariusza z Gruzji? 


- Było to dokładnie rozpoznane. Proszę pamiętać, że w siłach zbrojnych Ukrainy mamy do czynienia z bardzo skomplikowaną sytuacją. Ukraina właściwie dobrowolnie się rozbroiła, a stan armii dodatkowo znacząco pogorszyły zjawiska korupcyjne. Poza wydzielonymi jednostkami, na które idzie cały budżet, ta armia w ogóle nie jest gotowa do działania. (...) Trzecia kwestia to infiltracja tych służb przez służby specjalne Rosji, wywiad wojskowy i cywilny. Od dawna mam taką tezę, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, z różnym nasileniem w różnym czasie, to wydział zamiejscowy rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa, szczególnie w przypadku wyższych kadr. Dlatego Rosjanie bardzo dobrze zinfiltrowali ukraińskie służby i wojsko, doskonale znali sytuację i nastroje, wiedzieli, że armia ukraińska nie jest zdolna do kontrakcji. Czwarta kwestia to mobilizacja, którą ogłosił Turczynow. Według mnie ta mobilizacja to fikcja.".

  Dzisiejszy artykuł w "GPC"  "Ukraina szykuje się do obrony" Wespazjana Wielohorskiego  /TUTAJ/ przeczy temu ostatniemu stwierdzeniu.  Czytamy w nim:

  "Oprócz armii w stan gotowości zostały postawione formacje podlegające MSW, służby specjalne i obrona cywilna, które podobnie jak wojsko mają specjalne procedury związane ze stanem wojny (uzupełnienia, przygotowanie sprzętu pozostającego w rezerwie). Teoretycznie mobilizacja dotyczy żołnierzy rezerwy w wieku od 18 do 40 lat (a w wypadku wyższych oficerów do 65).

Już w niedzielę przed komendami uzupełnień utworzyły się kolejki zarówno powołanych do służby, jak i ochotników. Nie wszyscy jednak trafiają do jednostek bojowych.".

  Wróćmy jednak do tytułowych trzech tekstów.  W portalu Rebelya.pl opublikowano wczoraj trzeci z nich  /TUTAJ/.  Jest to artykuł Marka Bańczyka "Błogosławiona katastrofa. Początek końca DezoRosji".  Czytamy w nim:

  "Gospodarczo Krym jest funta kłaków nie warty. Dwa największe miasta mają łączne PKB rzędu połowy Iwanowa – miasta nr 43 w Rosji, reszta – może drugie tyle. Czyli wybitny strateg Putin rozpoczyna szumne podchody wojenne ryzykując utratę kupionego dopiero co za 60 mld USD wizerunku misiaczka z Soczi, żeby podbić gospodarkę wartą dla Rosji mniej więcej tyle, ile miasto Iwanowo. To tak, jakby Polska wyruszyła na podbój gospodarki wielkości Starogardu Gdańskiego. No z całym szacunkiem, ale nawet w naszym Sejmie nie ma takich kosmitów.

Max Kolonko, którego skądinąd lubię słuchać, ale który tutaj dał się nabrać jak dziecko, a także niektóre znane tytuły opiewają "gambit Putina”. Po co to wszystko? Gdzie ukryte fortele? Co to za misterny plan?

Plan misterny jest taki, że go nie ma. Nie ma żadnych dowodów na to, że ta operacja była długo przygotowywana, ani, że była gruntownie przemyślana. Co więcej, na temat choćby Janukowycza, wyjątkowo niefortunnego kolekcjonera galeonów, inaczej mówi Miedwiediew, inaczej Ławrow a inaczej ten sam Miedwiediew, tylko potem. Jeszcze inaczej sam Janukowycz. Gdzie koordynacja i legendarna perfekcja służb rosyjskich?".

  Powstaje więc pytanie:  czy obecna okupacja Krymu jest sukcesem Putina?  W Wyborczej.pl czytamy:

  "W Moskwie zdają sobie sprawę, że aneksja Krymu nawet bez wojny kosztować musi drogo. Dziś deficyt budżetu regionu jest ogromny - na bieżące wypłaty prorosyjskie samozwańcze władze regionu potrzebują od zaraz 1,1 mld dol. (...) Prokremlowscy biznesmeni obiecują ponoć, że włożą w Krym 5 mld dol. To jednak nie zwolni Moskwy od obowiązku opłacania bieżących rachunków regionu, którego połowa budżetu pochodziła z przysyłanych z Kijowa dotacji. A półwysep może okazać się beczką bez dna.

  Robert Cheda stwierdza:

  "Moim zdaniem sama akcja na Krymie jest ogromnym niepowodzeniem Rosji. Dlatego że oznacza de facto porażkę projektu Unii Eurazjatyckiej czy Unii Celnej. Ta sytuacja wywołała nadzwyczajne działania, które będą biły Rosję rykoszetem nie tylko w stosunkach z USA, Unią Europejską i NATO, ale biją przede wszystkim w relacjach z innymi państwami WNP. Proszę sobie wyobrazić, co myślą teraz Kazachowie, albo Białorusini którzy mają u siebie znaczącą mniejszość rosyjską, a to są najbliżsi partnerzy Rosji w sensie ekonomicznym, politycznym i wojskowym. 

  Marek Bańczyk w Rebelyi.pl pisze:

  "Świat PRZED Majdanem wyglądał tak, że Putin miał na Ukrainie kilkanaście milionów Rosjan na wschodzie, niezdecydowane centrum i jakieś tam setki tysięcy może nacjonalistów na zachodzie bez większego znaczenia dla reszty. No i miał bazę na Krymie.

Świat PO Majdanie wygląda tak, że Putin ma te same kilkanaście milionów przychylnych sobie Rosjan na wschodzie i ani jednego więcej, a za to dobrych kilkanaście milionów nienawidzących go śmiertelnych wrogów w  centrum  i na zachodzie. Ma tez bazę na Krymie. Którą to bazę miał i tak.

  Gorąco namawiam moich Czytelników do przeczytania linkowanych tekstów w całości.  Warto !!!

licznik: 1097 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze