Służby produkują "sprawców"

ePub czas dodania: 2014:07:04 23:01 komentarzy 0
Trzydzieści jeden lat temu w maju 1983 roki milicjanci zakatowali na komisariacie Grzegorza Przemyka. Co zrobiły komunistyczne słuzby? W Wikipedii czytamy:

  Trzydzieści jeden lat temu w maju 1983 roki milicjanci zakatowali na komisariacie Grzegorza Przemyka.  Co zrobiły komunistyczne słuzby?  W Wikipedii czytamy /TUTAJ/:


  "Od samego początku władze (Jerzy Urban, Czesław Kiszczak) oraz Służba Bezpieczeństwa prowadziły działania dezinformacyjne mające na celu odwrócenie uwagi od milicji i zrzucenie winy na lekarzy[3]. Do tuszowania sprawy zaangażowano funkcjonariuszy Biura Śledczego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (jego dyrektorem był wówczas Hipolit Starszak)[4]. W rezultacie tych działań w grudniu 1983 winą obciążono sanitariuszy oraz lekarkę którzy wieźli Przemyka z komisariatu do szpitala. (...) Po śledztwie prowadzonym przez prokurator Ewę Chałupczak i milicjanta Jacka Ziółkowskiego[5][6] skazano dwóch sanitariuszy, w tym Michała Wysockiego oraz lekarkę Barbarę Makowską-Witkowską, która przesiedziała w więzieniu trzynaście miesięcy. Według Wysockiego, zmuszono go do przyznania do winy groźbami zabicia rodziny.".

  Dwadzieścia jeden lat temu, już w III RP zamordowani zostali Piotr Jaroszewicz i jega żona.  Jaki był efekt działania służb w tej sprawie?  Siegnijmy znów do Wikipedii /TUTAJ/:

  "W 1994 roku rozpoczął się proces rzekomych sprawców: Krzysztofa R. (ps. Faszysta), Wacława K. (ps. Niuniek), Jana K. (ps.Krzaczek) i Jana S. (ps. Sztywny). Głównym dowodem w sprawie miało być zeznanie konkubiny Krzysztofa R., która zeznała, że on i Wacław K. planowali napad na Piotra Jaroszewicza. Proces zakończył się w roku 2000 prawomocnym uniewinnieniemoskarżonych, jako że konkubina Krzysztofa R. skorzystała z prawa do odmowy składania wyjaśnień.".

  Calkiem niedawno dowiedzieliśmy się, że jakoby sprawcą zabójstwa komendanta policji Marka Papały miał być niejaki "Patyk", złodziej, któremu spodobało się stare Daewoo Papały.  Nie słyszałam o nikim, kto by w to uwierzył.

  Widać więc, że służby, zarówno w PRL jak i w III RP nie tyle chcą złapać sprawców przestępstw, ile ich wyprodukować, jako surowca używając tych, co im podpadli lub po prostu nawinęli się pod rękę.  Czasem też działają bardziej kompleksowo tworząc równocześnie zarówno przestępstwo jak i sprawcę.

  Świadczy o tym sprawa Brunona K "Brunobombera", który miał jakoby planowć wysadzenie w listopadzie 2012 budynku Sejmu.  W swej książce "Afery czasów Donalda Tuska" Bogdan Święczkowski i Łukasz Ziaja piszą na str. 190:

  "Wszystkie dostępne informacje wskazują na to, iż była to gra operacyjna Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, kombinacja operacyjna, która miała na celu wykazanie społeczeństwu zagrożenia terrorystycznego.".  Nieco dalej, na str. 195 czytamy:

  "Wszystko wskazuje na to, że tzw. oficer prowadzący inspirował Brunona K. do przejścia od fazy haseł do próby ich realizacji (...) Brunon K. stwierdził, że był inspirowany i podżegany do podjecia takich działań.  Wydaje się, że sprawa Brunona K. była gwoździem do trumny ówczesnego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka,".

  Obecnie toczy się proces Brunona K.  Jest on niejawny, a ostatnie informacje na jego temat pochodzą z maja 2014 /TUTAJ/:

  "Jeden z dzienników ujawnia, że wśród akt śledczych znalazły się  zeznania funkcjonariusza ABW, który twierdzi, że miesiąc przed aresztowaniem obwiniony zaniechał ataku na Sejm, rząd oraz prezydenta.

Miał on pisać do współspiskowca maile w tej sprawie. Pojawiają się też informacje, że w sprawie Brunona K. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego mogła przekroczyć granice prowokacji.".

  Ów "terrorysta" będzie więc prawdopodobnie odpowiadał tylko za nielegalne posiadanie broni oraz materiałów wybuchowych.

  W czerwcu 2014 wybuchła afera podsłuchowa.  Na życzenie premiera Tuska ABW postarało się wyprodukować sprawcę.  Kozłem ofiarnym został biznesmen Marek Falenta.  Zapewnia on jednak, że nie ma z tą sprawą nic wspólnego  /TUTAJ/.  Barwny opis wersji ABW jest we wpisie blogera Polaczoka  /TUTAJ/.  Jednak nawet prokuratura przyznaje, że nie stwierdziła tu działania jakiejś "grupy przestępczej".  Wygląda więc na to, iż służby powielają stary schemat.

  Być może w ogóle nie było żadnego przestępstwa.  W cytowanej wyżej książce Świeczkowskiego i Ziai czytamy na str. 191:

  "Nagrywanie obrazu i dźwieku w przestrzeni publicznej nie wymaga zgody sądu, co oznacza, że służby mogą dokonywać takich nagrań w każdej przestrzeni publicznej, np. w pokoju hotelowym czy przy stoliku w kawiarni.  Takie nagrania stanowia dowód w postępowaniu karnym.".

  Wczoraj hitem Internetu była wiadomość z Elbląga o tym, że funkcjonariusze ABW nachodzili w domu internautę, który ok. roku temu zamieścił na Facebooku wpis krytykujący ostro Donalda Tuska.  Mial on napisać jakoby , że "Tuska powinien ustrzelić snajper"  /TUTAJ/.  Czyżby ABW poszukiwała kandydata na nowego "Brunobombera"?

licznik: 1213 + 1 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze