Sumliński o władzy szaf - Giertych jej pragnął

ePub czas dodania: 2014:07:07 21:19 komentarzy 0
Czytam właśnie książkę "Afery III RP". Kupiłam ją 12 dni temu na spotkaniu w podziemiach praskiej katedry. Duże wrażenie zrobił na mnie wywiad Aleksandra Majewskiego z Wojciechem Sumlińskim. Ten ostatni mówi o jednym ze swych informatorów:

  Czytam właśnie książkę "Afery III RP".  Kupiłam ją 12 dni temu na spotkaniu w podziemiach praskiej katedry  /TUTAJ/.  Duże wrażenie zrobił na mnie wywiad Aleksandra Majewskiego z Wojciechem Sumlińskim.  Ten ostatni mówi o jednym ze swych informatorów:


  "W pewnym momencie, przy którymś z kolei spotkaniu, pokazał na szafę stojącą w rogu i powiedział, że z tego, co ma w tej szafie, wykształcil dzieci, a teraz kształci wnuki.  Bezczelnie się pochwalił, że łamał życie ludzom, wielu ludziom i z tego tytulu czerpie profity do dziś.  To był zwykły oficer SB, średniego szczebla, w stopniu kapitana

  Wtedy dopiero otworzyły mi się oczy.  Jeżeli ten człowiek, taki zwykły nikt, może się tak ustawić dzięki szantażowaniu różnych ludzi, że do dziś żyje jak milioner, bo ma w szafie jakieś dokumenty...  Oczywiście nie musiał trzymać tego w tej szafie, ona mogła być tylko symboliczna.  To jakie szafy mają jego przełożeni, pułkownicy?  Jakie mają generałowie, jakie ma Kiszczak, Jaruzelski?  Jakie wreszcie są szafy w Moskwie?  Ile jest w Polsce takich szaf, ile osób chodzi jak kukiełki na sznureczkach, bo ktoś im każe coś robić albo mówić?  I oni to robią i mówią. (...)

  Zdałem sobie wtedy sprawę, że w Polsce mogą być tysiące takich szaf, tysiące takich ludzi i że Polska to taka jedna wielka "kukiełkomania".  Po prostu wiele osób na stanowiskach, które zrobiły coś mając 20-30 lat, cały czas żyje w strachu i caly czas robi to, co im się każe.  Choćby naprawdę tego nie chcialy.  I ten kapitan mi to ładnie uzmysłowił.".

  Najbardziej przerażające jest to, że opisane przez Sumlińskiego zjawisko wcale nie ogranicza się do dawnych oficerów SB i spraw z okresu PRL.  Wyszlo na jaw, że w latach 2008 i 2009 senator Piesiewicz był szantazowany przez gangsterów.  Gdy przestał im płacić - opublikowali kompromitujące zdjęcia.  W 2011 skazano szantazystów na kary po 1.5 roku więzienia  /TUTAJ/.  Ciekawe, iż prokuratura domagała się wyroku W ZAWIESZENIU.  Sąd się na to nie zgodził, a apelację odrzucono  /TUTAJ/.

  To była najbardziej głośna historia tego rodzaju.  Ja sama poświęciłam w styczniu 2011 notkę "Mucha nie siada - ciąg dalszy - zemsta PO"  /TUTAJ/ sprawie radnego PO z Pragi-Północ, Łukasza Muszyńskiego.  Pisałam:

  "radny Muszyński przeciwstawił się kierownictwu warszawskiej Platformy Obywatelskiej, zaprotestowal przeciwko uprawianej przez nie polityce "karuzeli stanowisk" i zagłosował na Jacka Sasina, kandydata PiS na stanowisko burmistrza dzielnicy.".   Wtedy nagle okazało się, ze:

  "p. Muszyński zrobił nagie zdjęcie szesnastolatkowi i próbował szantażowac go, by nawiązać z nim intymne stosunki.  Matka chłopca poskarżyła się policji, która znalazła jakoby w domu Muszyńskiego  3000 plików z dziecięcą pornografią. (...)  Sa dwie możliwości: albo władze Platformy od początku wiedziały o tych zarzutach i cieszyły sią, że mają "haka" na młodego aktywistę, albo po tym , jak okazał się on niepokorny, postarały się znaleźć coś na niego,".

  Maryla skomentowala to tak:

  " @eligMaryla, pt., 21/01/2011 - 19:15.."Gdyby Muszyński grzecznie wykonywał polecenia szefów Platformy, nigdy byśmy o tej sprawie nie usłyszeli."... za to człowiek zapłaci raz i uwolni sie od szantażu.
Pamiętajmy, że za Piesiewiczem smród ciągnął się całe życie.

Słuzby wyszukują takich ludzi i po zdobyciu kompromitujących dowodów, wprowadzają w politykę.
To tylko jeden z takich "wyłowionych". Miał odwagę "urwać się ze smyczy" , życzę innym takich samych decyzji.

Maryla"

  Teraz natomiast wyszedl na światło dzienne podobny "kwiatek" -  w dzisiejszym /7.07/ "Wprost" /TUTAJ/ Piotr Nisztor opublikowal nagranie swej rozmowy z Romanem Giertychem z roku 2011.  Roman Giertych proponował dziennikarzowi wykupienie jego książki o Kulczyku za 400 tys. zl i zawiązanie swoistej spólki:

  "Bo możemy taki " way of life" zrobić. Ty będziesz pisał. A ja będę, słuchaj, sprzedawał to. Dawał ci support prawny”. Mecenas zapewnia, że wszystko będzie bezpiecznie. Giertych: „Bierzemy sobie następnego (miliardera – red.). Bezpieczeństwo całej operacji. Bierzemy to jak przez śluzę”. W tym kontekście pada nazwisko Zygmunta Solorza. Giertych pyta, czy „nie możemy napisać książki o Sołowowie (Michale – red.)?”. Po chwili mecenas proponuje: „O Czarneckim (Leszku – red.) można napisać trzecią książkę (…) No to słuchaj. Ja mam kogoś, kto do nich pójdzie. Rzucisz im pytania? Czy już rzuciłeś? (…) Zadasz mu (Sołowowowi – red.) pytanie, czy 1982 roku przewoził pan biżuterię w odbycie? Delikatnie. Dziewięć takich pytań”. ".

  Widać wyraźnie, iż Giertych chciał pójść w ślady opisanego przez Sumlińskiego kapitana SB.  Dziś rano w portalu Onet.pl  /TUTAJ/ opisano stanowisko prokuratury w tej sprawie.  Odmówiła ona zajęcia się nią z urzędu i może ewentualnie wszcząć postępowanie jeśli otrzyma zawiadomienie o przestępstwie.  Porównajmy to z żądaniem prokuratora zawieszenia wyroków dla tych, co szantażowali Piesiewicza.

  Przytoczone wyzej przykłady wskazują jednak na to, że szantaże są istną plagą w polskim zyciu publicznym.  Sądzę, iż najwyższy czas, by z tym zacząć walczyć.  Szantaż powinien zostać uznany za zbrodnię, ściganą z urzędu, zagrożoną karą od 10 lat więzienia wzwyż, oczywiście bez zawieszenia.  Ofierze szantażu powinno się gwarantować bezwzględną dyskrecję, a jeśli popełniła przestępstwo - złagodzenie kary.  To szantażysta powinien się bać

licznik: 1394 + 1 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze