Sędziowie Sądu Najwyższego podkulili ogony?

ePub czas dodania: 2015:12:28 08:05 komentarzy 0
W dniu 20 grudnia napisałam notkę "Sąd Najwyższy i ostatni protest wyborczy". Zakończyłam ją pytaniem: "Czyżby sędziowie SN i tym razem coś knuli?". Dziś, po ponad tygodniu, wygląda na to, że jeśli nawet mieli taki zamiar - to wycofali się z niego z podkulonymi ogonami.

  W dniu 20 grudnia napisałam notkę "Sąd Najwyższy i ostatni protest wyborczy" {TUTAJ}.  Zakończyłam ją pytaniem: "Czyżby sędziowie SN i tym razem coś knuli?".  Dziś, po ponad tygodniu, wygląda na to, że jeśli nawet mieli taki zamiar - to wycofali się z niego z podkulonymi ogonami.  Sąd Najwyższy rozpoznał już wszystkie protesty przeciwko ważności wyborów do Sejmu RP i Senatu RP.

 Cała sprawa zaczęła się od wypowiedzi Romana Giertycha z 8 grudnia 2015:  "Tylko Sąd Najwyższy może obronić demokrację orzekając nieważność wyborów.".  Dziesięć dni później Sąd Najwyższy wydal dość dziwny komunikat w którym stwierdził, ze z 77 protestów wyborczych rozpatrzył 76, a posiedzenie na którym stwierdzi, czy wybory parlamentarne 25 października 2015 były ważne, odbędzie się 19 stycznia.  Robiło to wrażenie, ze SN zostawił sobie miesiąc czasu na rozpatrzenie tego jednego protestu, który w dodatku [jak stwierdził sam SN] wpłynął po terminie.  Wszyscy uznali więc, że chodziło tu o protest, o którym wspominał Giertych - dotyczacy tego, iż Zjednoczona Prawica zarejestrowała się jako partia, a była [wg Giertycha] koalicją.

 Wzbudziło to podejrzenia co do prawdziwych zamiarów SN.  Rafał Kasprów i Maciek Gorzeliński napisali w dniu 20 grudnia 2015 {TUTAJ}:

 "Pozostał do rozpatrzenia ostatni protest.
Sąd Najwyższy w dniu 19 stycznia 2016 roku może uznać wybory parlamentarne z dnia 25 października 2015 roku za nieważne. Tak, wszystko może zostać odwrócone. Społeczeństwo będzie decydowało jeszcze raz.
Niemożliwe?
Sąd Najwyższy będzie rozpatrywał sytuację w której PiS, Polska Razem i Solidarna Polska startowały jako komitet wyborczy choć w rzeczywistości była to koalicja wyborcza trzech partii.".

 Za nimi powtórzyły to portale Wpolityce.pl, Niezalezna.pl i wiele innych.  Sprawa stała się głośna i wywołała wiele oburzenia, a nawet zapowiedzi wojny domowej w przypadku nieuznania wyborów za ważne.  W dniu 22 grudnia Witold Jurasz  napisał na Facebooku {TUTAJ}:

 "Nieoficjalna, ale pochodząca z dobrego źródła, wiadomość z Sądu Najwyższego. Protest wyborczy, którego autor domaga się uznania wyborów za nieważne z powodu tego, iż PiS stanął do wyborów jako partia, a nie koalicja (ergo obowiązywał próg 5%, a nie 8%, co zważywszy na wynik osiągnięty przez PiS czyniło wniosek dość dziwnym) został odrzucony. Jedyny wniosek, który pozostaje nierozpatrzony to wniosek pojedynczej osoby, która skarży się na fakt, iż nie było jej w spisie wyborców.
Tym samym promowany przez niektóre media "scenariusz" unieważnienia wyborów, a tym samym odsunięcia PiS od władzy jest pozbawiony szans realizacji.".

 Było to dziwne - taki wniosek pojedyńczej osoby można bylo rozpatrzeć w pięć minut.  Póżniej jednak na stronie Sądu Najwyższego pojawił się {TUTAJ} komunikat [datowany na 22 grudnia]:

 "Sąd Najwyższy rozpoznał już wszystkie protesty przeciwko ważności wyborów do Sejmu RP i Senatu RP.
Do Sądu Najwyższego wpłynęło w sumie 77 protestów. Sąd postanowił 44 protesty pozostawić bez dalszego biegu. (...) Sąd uznał sześć protestów za niezasadne, a w przypadku 27 protestów SN postanowił wyrazić opinię o zasadności zarzutów w nich podniesionych i ocenił, że nieprawidłowości wskazane w tych protestach nie miały wpływu na wynik wyborów. (...)".

 Portal Wpolityce.pl skomentował to przedwczoraj {TUTAJ} następująco:

"Nie będzie miękkiego "zamachu stanu"! Sąd Najwyższy uznał protesty wyborcze za niezasadne!",  "Co prawda sędziowie Sądu Najwyższego dopiero 19 stycznia zbiorą się, by podjąć uchwałę o ważności wyborów parlamentarnych (które odbył się 25 października i dały samodzielną władzę Prawu i Sprawiedliwości), ale już dziś można z niemal stuprocentową pewnością stwierdzić, że do żadnych dużych zmian nie dojdzie.".

 Co mogło być przyczyną zarzucenia hipotetycznego planu "miękkiego zamachu"?  Blogerka Eska napisała {TUTAJ}:

 "ciemną nocą z 17/18 grudnia Macierewicz napadł na NATO!
Zaraz potem minister Kownacki dość przejrzyście wyjaśnił, co znaleziono w siedzibie CEK (m.in. godło FSB – info dla publisi) i oczywiście zasugerował różne nieprawidłowości, o których z powodów oczywistych powiedzieć nie mógł. I nagle Nowoczesna.pl poleciała na łeb, na szyję, naród się nawrócił, a w ciągu tygodnia Petru stracił  25 punktów procentowych – no cud po prostu! 
Spokojnie, moi mili PT Czytelnicy – to tylko negocjacje :)))
Opozycja właśnie dostała w łeb, bo rozwalono jej, bardzo prymitywnie zresztą zaprojektowaną, placówkę do kontroli obecnej władzy w postaci tego wrzodu w siedzibie SKW. Do tego prawdopodobnie w łapki Macierewicza wpadły informacje, które diametralnie zmieniają układ sił. Dlatego właśnie min. Waszczykowski formalnie zwrócił się do Komisji Weneckiej i temat TK jest „posprzątany”, a gwałtowna kariera Rumuna Balcerowicza załamała się na samym początku. ".

 Ów "wrzód" to Centrum Eksperckie Koordynacji NATO, w którym cichą przystań znaleźli ludzie WSI, powiązani z FSB.  Wiceminister Kownacki stwierdził zaś, iż:  "Opozycja na pasku służb? Kownacki ujawnia: W CEK NATO zabezpieczono projekty interpelacji, które miały być składane przez opozycję!" {TUTAJ}.  Zmiana układu sił, o której pisała Eska oddziałał prawdopodobnie także i na sędziów SN.

 

 

licznik: 576 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze